niedziela, 3 kwietnia 2016

Jak polubić poniedziałki, albo chociaż nie lubić ich trochę mniej

Większość ludzi generalnie łączy tendencja życia od weekendu do weekendu. Byle przeżyć te 5 dni roboczych (w szkole, na uczelnie czy też w pracy), doczekać się piątkowego popołudnia i pójść w melanż ze znajomymi, opcjonalnie klapnąć sobie na kanapie przed TV z piwkiem i wielką paką chipsów. Weekend mija, w poniedziałek rano dzwoni budzik i trzeba przebimbać kolejny tydzień.

I przyznam się, że sama mam czasem taką tendencję. Gdy mój tydzień zapowiada się wyjątkowo ciężko, czekam na weekend od poniedziałkowego poranku. A przetrwać poniedziałek jest zdecydowanie najgorzej, bo po weekendowym lenistwie trzeba nagle wpaść w rytm obowiązków. Najchętniej przykryłabym się wówczas kołdrą i wstała dopiero w piątkowe popołudnie. Ale wstać trzeba w poniedziałek i swoje zrobić też trzeba, więc zamiast przez pół godziny kontemplować w łóżku nad sensem życia, warto od razu podnieść tyłek. Bo marudzenie i narzekanie na Bogu ducha winny poniedziałek w niczym nie pomoże, a jedynie sprawi, że stracimy radość i sens tego, co może się właśnie wydarzyć.

Bo może właśnie w poniedziałek poznasz miłość swojego życia, przyjdzie na świat twoje dziecko, wyjedziesz w podróż marzeń, rozpoczniesz super pracę, która otworzy ci drzwi do wielkiej kariery, albo wydarzy się coś równie fantastycznego.


Także zamiast tracić życie na narzekanie, wstań rano i otwórz oczy na świat. Być może właśnie szykuje się super dzień.

Życzę wszystkim miłego poniedziałku!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz