Większość ludzi generalnie łączy tendencja życia od weekendu
do weekendu. Byle przeżyć te 5 dni roboczych (w szkole, na uczelnie czy też w
pracy), doczekać się piątkowego popołudnia i pójść w melanż ze znajomymi,
opcjonalnie klapnąć sobie na kanapie przed TV z piwkiem i wielką paką chipsów. Weekend
mija, w poniedziałek rano dzwoni budzik i trzeba przebimbać kolejny tydzień.
I przyznam się, że sama mam czasem taką tendencję. Gdy mój tydzień
zapowiada się wyjątkowo ciężko, czekam na weekend od poniedziałkowego poranku. A
przetrwać poniedziałek jest zdecydowanie najgorzej, bo po weekendowym lenistwie
trzeba nagle wpaść w rytm obowiązków. Najchętniej przykryłabym się wówczas
kołdrą i wstała dopiero w piątkowe popołudnie. Ale wstać trzeba w poniedziałek
i swoje zrobić też trzeba, więc zamiast przez pół godziny kontemplować w łóżku nad
sensem życia, warto od razu podnieść tyłek. Bo marudzenie i narzekanie na Bogu
ducha winny poniedziałek w niczym nie pomoże, a jedynie sprawi, że stracimy
radość i sens tego, co może się właśnie wydarzyć.
Bo może właśnie w poniedziałek poznasz miłość swojego życia,
przyjdzie na świat twoje dziecko, wyjedziesz w podróż marzeń, rozpoczniesz
super pracę, która otworzy ci drzwi do wielkiej kariery, albo wydarzy się coś równie
fantastycznego.
Także zamiast tracić życie na narzekanie, wstań rano i otwórz oczy na świat. Być może właśnie szykuje się super dzień.
Życzę wszystkim miłego poniedziałku!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz