piątek, 8 kwietnia 2016

Niedorozwitki życiowe

Mam czasem wrażenie, że im więcej ludzi się kształci, tym więcej idiotów chodzi po świecie.

Takie mamy czasy, że na studia może iść praktycznie każdy. Wystarczy uciułać te 30 % na maturze i załatwione.Oczywiście wciąż są kierunki, na które nie da się dostać bez sumiennej pracy i zaangażowania, jak chociażby medycyna, farmacja czy prawo. Ale zdecydowana większość wymaga jedynie tego, żeby maturę zdać. Nie mówiąc już o uczelniach prywatnych. Zresztą do dyspozycji jest teraz multum kierunków. Każdego roku powstają nowe i coraz bardziej abstrakcyjne: nowoczesne metody prowadzenia stada bydła mlecznego, pies w społeczeństwie, psychologia transportu, zarządzanie parafią... Serio? Ja się pytam, kto i po co to studiuje? Bo chyba jedyną płynącą z nich korzyścią jest dająca znaczne przywileje legitymacja studencka. No i może jeszcze desperackie przedłużenie dzieciństwa o trzy do pięciu lat. Przechodząc do sedna - zdobycie tego wyższego wykształcenie nie jest już takim wielkim wyczynem jak jeszcze kilkanaście lat temu, a co za tym idzie papier otrzymują takie totalnie nieogarnięte życiowo ciołki. 


Jak coś pierdolną to nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać, a ich największym życiowym osiągnięciem są lajki na Instagramie. I nie mam nic do Instagrama. Tylko trochę się to nasze społeczeństwo wypaczyło. Ludzie pielęgnują sztuczne internetowe ogródki, zamiast zainwestować ten czas i energię w prawdziwą relację z drugim człowiekiem. Coraz więcej ludzi nie ma żadnych pasji, ambicji ani nawet żadnych celów w życiu. Żyją sobie od melanżu do melanżu. W międzyczasie cykną kilka fotek, żeby pokazać w Internecie jak się fajnie bawią. Ewentualnie pooglądają sobie niezwykle życiowy i mądry program w TV - Warsaw Shore, w którym Trybson ujeżdża świnię. Fajnie. I  oni są jeszcze z siebie zadowoleni. Fajnie. Tylko patrząc na to, jakie ci ludzie mają oczekiwania od świata i z czego się cieszą, to mam wrażenie, że naprawdę wyrasta coraz więcej życiowych niedorozwitków.

1 komentarz: