Mam czasem wrażenie, że im więcej ludzi się kształci, tym więcej idiotów chodzi po świecie.
Takie mamy czasy, że na studia może iść praktycznie każdy. Wystarczy uciułać te 30 % na maturze i załatwione.Oczywiście wciąż są kierunki, na które nie da się dostać bez sumiennej pracy i zaangażowania, jak chociażby medycyna, farmacja czy prawo. Ale zdecydowana większość wymaga jedynie tego, żeby maturę zdać. Nie mówiąc już o uczelniach prywatnych. Zresztą do dyspozycji jest teraz multum kierunków. Każdego roku powstają nowe i coraz bardziej abstrakcyjne: nowoczesne metody prowadzenia stada bydła mlecznego, pies w społeczeństwie, psychologia transportu, zarządzanie parafią... Serio? Ja się pytam, kto i po co to studiuje? Bo chyba jedyną płynącą z nich korzyścią jest dająca znaczne przywileje legitymacja studencka. No i może jeszcze desperackie przedłużenie dzieciństwa o trzy do pięciu lat. Przechodząc do sedna - zdobycie tego wyższego wykształcenie nie jest już takim wielkim wyczynem jak jeszcze kilkanaście lat temu, a co za tym idzie papier otrzymują takie totalnie nieogarnięte życiowo ciołki.
Jak coś pierdolną to nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać, a ich największym życiowym osiągnięciem są lajki na Instagramie. I nie mam nic do Instagrama. Tylko trochę się to nasze społeczeństwo wypaczyło. Ludzie pielęgnują sztuczne internetowe ogródki, zamiast zainwestować ten czas i energię w prawdziwą relację z drugim człowiekiem. Coraz więcej ludzi nie ma żadnych pasji, ambicji ani nawet żadnych celów w życiu. Żyją sobie od melanżu do melanżu. W międzyczasie cykną kilka fotek, żeby pokazać w Internecie jak się fajnie bawią. Ewentualnie pooglądają sobie niezwykle życiowy i mądry program w TV - Warsaw Shore, w którym Trybson ujeżdża świnię. Fajnie. I oni są jeszcze z siebie zadowoleni. Fajnie. Tylko patrząc na to, jakie ci ludzie mają oczekiwania od świata i z czego się cieszą, to mam wrażenie, że naprawdę wyrasta coraz więcej życiowych niedorozwitków.

Oj jak ja sie dobrze z Toba zgadzam :) madrze napisane
OdpowiedzUsuń